nie każdy lubi Warszawę. dla jednych jest byt wielkomiejska, dla innych prowincjonalna. skupiona na biznesie, polityce i robieniu kariery, nieprzyjazna dla ludzi. za szybka, za głośna, brudna i nieporządna. jest w tym łut prawdy. ale ja nie widzę tak Warszawy. być może dlatego, że szukam w niej czegoś innego. dla mnie to miasto niespodzianek, zabawnych sytuacji, zagadek, wspomnień i... sztuki. zwłaszcza sztuki w przestrzeni miejskiej. tej dynamicznej, pojawiającej się i znikającej. tropię ją od lat. są też fantastyczne projekty o Warszawie. ta strona to moje archiwum. większość znalezisk można odnaleźć na mapie google. bawcie się dobrze. some people don't like Warsaw. they believe it is too big, or on the contrary - too provincial. focused on business, on career, unfriendly. too loud, too fast, dirty and messy. there is a grain of truth in this. but it is not how I see Warsaw. maybe because I'm looking for something else. for me this is a city of surprises, funny situations, riddles, memories, and... art. especially art in public space. the dynamic, appearing and disappearing form of art. I have been looking for it for several years now. there are also wonderful projects about Warsaw. this blog will be my archive. you can find most of my findings on the enclosed google map. enjoy.

7/16/2011

Park rzeźby nad Wisłą 2011/ Vistula Sculpture Park 2011

Projekt Stowarzyszenia Edukacji i Postępu STEP – prezentującego w nadwiślańskiej przestrzeni prace site-specific młodych artystów z ASP. Na okres wakacji bulwar po raz drugi zamienia się w Park pełen niebanalnych, intrygujących rzeźb, które stworzone zostały z myślą o tym specyficznym terenie. Konkurs wygrało sześć projektów, które w jakiś sposób swoją ideą, rolą czy tworzywem odwołują się do rzeki i jej nabrzeży.

Wernisaż pierwszych 4 projektów odbył się w piątek, 15 lipca 2011.


Otwarciu towarzyszył koncert Fofaksejka i Dominiki Bienias.



URZĄDZENIE DO SŁUCHANIA WISŁY
Norbert Delman

Tuba akustycznie wzmacniająca szumy i dźwięki rzeki. Ma wzbudzać potrzebę słuchania natury i przypominać o niej, jej odgłosach, szmerach i szeptach, w miejscu, gdzie bywają one zagłuszane przez zgiełk miasta.



WARKOCZ
Olga Micińska

Organiczna istota wynurzająca się z rzeki. Może budzić skojarzenia zarówno z symbolami kulturowymi (pierwiastek żeński w obrzędach, warkocz Syreny) jak i elementami bardziej przyziemnymi, np. przeciwpowodziowymi wałami. Może również pełnić funkcję wygodnych siedzisk, wypełnionych piaskiem i dostosowujących się kształtem do osoby odpoczywającej.



LEŻAK
Alicja Raczkowska

Założenie projektu mieści się w koncepcji minimalistycznego „przedmiotu powiększonego”. Jest to klasyczny plażowy leżak, tylko pięciokrotnie większy. Zbudowany tak jak prawdziwy, jednak przeznaczony do korzystania przez kilka osób jednocześnie. Ma być zachętą dla ludzi do przebywania nad Wisłą, traktowania nabrzeża jako miejsca wypoczynkowego. Stanowi także dialog z inicjatywą, podjętą przez władze miasta, wybudowania deptaka i plaży po przeciwnej stronie rzeki.




DOM
Patrycja Świerż

Plan domu w skali 1:1 wraz z wycieraczką i przedsionkiem, namalowany na schodach, ma tworzyć wrażenie pewnej izolacji i intymności kojarzonej z przebywaniem w zamkniętym pomieszczeniu i równocześnie otwartości, nieograniczoności wypływającej z naturalnego położenia miejsca. Także wybór schodów jest nieprzypadkowy – to tam latem ludzie, tak jak w domu, spotykają się, by spędzać wspólnie czas, odpocząć, porozmawiać.
 



w procesie:

ARCHITEKTON ŚWIATŁA
Jan Kargul

Rzeźba z piaskowca będąca poszukiwaniem możliwie najciekawszej formy wyrażającej energię, jaką jest światło.
 



wkrótce:

KURIOZA NAD WISŁĄ

Bruno Althamer i Diana Grabowska

Grupa figur/ rzeźb, budowanych z odpadów, a następnie „oblekanych wizerunkiem”. „Wyławiamy z tłumu konkretne postaci, znane nam z ulicy, których wizerunek jest nam dobrze znany i oswojony. Następnie przełamując stereotypowy sposób ich postrzegania, umieszczamy je w specjalnie wymyślonym dla nich kontekście, stwarzając iluzję rzeczywistości. Dopiero bliska konfrontacja stwarza warunki do podjęcia dialogu”. Wśród postaci znajdą się np. facet z wrednym ryłem i domkiem dla barbie, medytujący dresiarze, czy dziewczyna z brodą w czerwonej sukience.




realizator: Stowarzyszenie STEP, www.2b.art.pl
kuratorzy: Klara Kopcińska & Józef Żuk Piwkowski
koordynacja: Iza Kujawska
promocja:Ewa Rejzler
partner: Wydział Rzeźby Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie
Projekt jest realizowany dzięki dofinansowaniu miasta stołecznego Warszawy.

3/01/2010

Oskar de Sage, Metr sześcienny Wisły, Metr kwadratowy Wisły/ Cubic Meter & Square Meter of the Vistula

projekt archiwalny/ archival project
 sierpień/wrzesień 2009
część transFORM. twórcza przestrzeń nad Wisłą/ part of transFORM. creative space over the Vistula
na mapie/ on the map 


Metr sześcienny: Wisła to nie woda, która Nią płynie od tysiącleci, lecz rów, którym w środku Polski spływają krzemienie, cegły, kości, skorupy ceramiczne, metal zardzewiały, wreszcie piasek, żwir i kamienie. Te właśnie przedmioty są rzeczywistymi śladami Rzeki. Łódką przewozimy z plaży przy Grubej Kaśce metr sześcienny piasku do barki przy Syrence, tam na betonowych stopniach rozsypujemy go siejąc przez sita od najdrobniejszych frakcji na najniższych stopniach do grubszych na wyższych. Powstanie w ten sposób kształt piramidy.

Cubic meter: The Vistula is not the water that flows here for thousands of years but it is the ditch, through which flint, bricks, bones, shells, pottery, rusty metal, gravel, sand, and stones flow in the very middle of Poland. These items are the real “footsteps” of the river. By boat we carried a cubic meter of sand from the beach by “Gruba Kaśka” waterworks to the river bank near the Mermaid, where we spread it on the concrete steps sieving it and placing the smallest fractions on the bottom steps and the larger ones on the top. It created the shape of a pyramid.


 
  

Metr kwadratowy to odlew w brązie rzeczywistego kwadratowego metra piaszczystego nabrzeża.

The Square Meter is a bronze cast of a real square meter of the sandy beach by Vistula.  


1/14/2010

Jacek Bąkowski, Mandala

projekt archiwalny/ archival project 
część projektu transFORM/ part of transFORM project  
8.08.2009  


Filozoficznie było tak: jak za pomocą prostych symboli wpisanych w kwadrat mandali pokazać duchowy aspekt człowieka. Jacek Bąkowski, pomysłodawca, który jest artystą i pedagogiem, filozofem, a nawet dyplomowanym pszczelarzem, zaproponował, by pośrodku umieścić mały kwadrat, który symbolizuje nasze prawdziwe „ja”. Ok, ale co dalej. Teraz pora na emocje, zmysły, rozum i pamięć. Zamazaliśmy kilka kartek różnymi mniej lub bardziej geometrycznymi bohomazami, probowaliśmy jakiegoś systemu kanalików czy wręcz rur hydraulicznych... Ale przecież te różne aspekty człowieka nie są oddzielone wyraźnymi granicami, raczej przechodzą w siebie płynnie. Ha! W takim razie niech będzie to gradient, cztery przechodzące w siebie stopniowo kolory. I na tym stanęło.
Praktycznie było tak: „Syrenka” płynie o 12 na Zawady, może nas wyrzucić na wyspie pod Mostem Poniatowskiego, a wracając o czwartej, zabierze nas z powrotem. Będziemy więc przez cztery godziny rozbitkami na bezludnej wyspie. My to znaczy Jacek, Sylwia, Maciek i ja.

Syrenka nie mogła dobić do samej wyspy, więc wymacaliśmy patykiem dno i stojąc w wodzie po kolana wypakowywaliśmy swoje toboły.

Wyspa okazała się wcale nie bezludna, ale koczujący na niej wędkarze ewakuowali się szybko na nasz widok, mewy natomiast odleciały na chwilę, ale wkrótce wróciły na swój cypel.

Wytyczyliśmy środkowy kwadrat, podzieliliśmy przywiezione 3 kolory ziemi na równe kupy i sypiemy. Czwartym kolorem jest miejscowy piasek. Z każdym kolejnym bokiem idzie sprawniej, sitka, którymi sypiemy, chodzą coraz szybciej i bardziej precyzyjnie. To, co usypane, pryskamy najsłodszym napojem, jaki udało się znaleźć - „3 cytryny”. Obiecaliśmy sobie, że nie będziemy tego pić, ale kiedy skończyła się woda mineralna, „3 cytryny" stały się całkiem atrakcyjne. Może zamówimy pizzę. W końcu piszą, że dostawa na terenie całej Warszawy.

Wokół nas na Wiśle niezwykły ruch, tramwaje wodne, kajaki, motorówki, machamy do nich, żałując, że nie wzięliśmy czterech składanych szkieletów, żeby przestraszyć załogę Syrenki. Tymczasem to oni nas przestraszyli... Przepływają bez słowa mknąc szybko z prądem w siną dal. Uff, to tylko manewr, nie da się podejść pod wyspę z prądem. Zwijamy manatki. Zostawiamy za sobą mewy i gotową mandalę – symbol duchowości, przy którym nasz aspekt cielesny nieźle się napracował. /Klara Kopcińska/

Philosophically this is what we were trying to achieve: how to use simple symbols inscribed in a square mandala to show the spiritual aspect of man. Jacek Bakowski, originator of the poject, who is an artist and teacher, philosopher, and even a certified beekeeper, suggested that in the middle there should be a small square, which symbolizes our true selves. Ok, but what's next. Now it's time for emotions, senses, intellect and memory. We doodled over several pages, we tried a system of tubes, or even plumbing pipes... But these different aspects of human personality are not separated by clear boundaries, their borders are quite blurred. Ha!, I said, In that case, let it be a gradient of four colours gradually.

Practically this is what we had to do: The boat "Syrenka" leaves by 12 to Zawady, it can let us out on the island near Poniatowski Bridge, and at 4 PM it can fetch us back. For four hours we will be shipwrecked on a desert island. Jacek, Sylwia, Maciek and me.

“Syrenka” couldn't make it too close to the island, so we checked the river bed with a stick and standing in water up to our knees we took out all our bundles.

The island turned out not to be deserted, but the anglers camping left quickly, while seagulls flew away for a while, but soon returned to the cape where they resided.

We have drawn the center square, divided the three “imported” colours of soil into equal piles. The fourth color was local sand. We made quick progress, the sieves which we used  moved faster and faster, and more accurately. We sprinkle the ready parts with the sweetest drink, which could be found—the "3 lemons”. We swore we will never drink it, but by the time we drank all the minerral water, the "3 lemons" have become quite attractive. Maybe we could order pizza? After all they declare that they deliver throughout Warsaw.

Around us, on the Vistula there is unusual traffic, water trams, canoes, motorboats, we stand there waving to them, regretting that we didn't take four inflated skeletons to scare the crew of “Syrenka”. Meanwhile, they frightened us... They arrive and then silently pass by. Phew, it's just a maneuver, as it is impossible to approach the island with the tide. We pack our stuff and leave behind the gulls and the ready mandala—a symbol of spirituality. Our bodily aspect had to work really hard in order to make it. /Klara Kopcińska/
 
 
 
 
 
 
 

1/12/2010

Józef Żuk Piwkowski, Zygmunt Piotrowski & Klara Kopcińska, Walka/Combat

projekt archiwalny/ archival project
9/10.06.2008 
 



Performans, który probowaliśmy zrealizować w d. Fabryce Norblina, gdy ta tajemniczo została sprzedana prywatnemu inwestorowi, a Muzea Techniki i Motoryzacji otrzymały nakaz przeprowadzki (więcej o aferze).

Norblin. Na skwerze przed rzędem bezokich „ogórków', po kostki w wodzie niczym Stalker, stoi artysta – Zygmunt Piotrowski i... płacze. Krzyczy na mnie, że piszę “płacze”, a zatem: łzy ciekną mu po twarzy, czasami usta wykrzywia niemy szloch.
Za nim na murach projekcja Żuka Piwkowskiego wykorzystująca motywy z gier komputerowych, makro zbliżenia smoków, wojowników, lwów. Obrazki z tych „nawalanek” odbijają się w rozlanej wodzie, pełgają po twarzy i łzach Piotrowskiego.

Jeśli pójść dalej Ulicą Poloneza, miniemy okna oklejone na krzyż taśmą z napisem „GROUNDWORK, praca u źródeł”. W hali Zakuwarki zainstalowaliśmy monitory telewizji przemysłowej ukazujące różne punkty fabryki, alejki, portiernię, widok głównego dziedzińca z Pałacem Kultury w tle – z jednej, a z poczwarnym molochem JW Construction z drugiej strony.
W hali Mechanicznej znów projekcje – padając na ściany przecinane rurkami kryjącymi kable elektryczne, po drodze tworzą kolorowe plamy na maszynach – pięknym zbiorze działających nadal frezarek, tokarek, młotów resorowych – prawdziwych pomników zwykłej ludzkiej pracy. Tu mignie rycerz, tam ktoś leci na gryfie, tu znów ostrzeliwuje wioskę skrytą pod palmami.

Na murach między Rządową a Niespełnionych Nadziei odbijające się wielokrotnie w szybach obrazy – ruskie ikony przedstawiające świętego Jerzego w walce ze smokiem. Z nieczynnej trakcji zwisa brzozowy kij z wyciętym nożem i wyzłoconym napisem NON DRACO SIT MIHI DUX.

Czasem przeleci i przysiądzie gdzieś gawron, zaszczeka pies, za murem przetoczy się tramwaj lub zaryczy karetka. Załoga Norblina tego wieczora to dwie osoby z kierownictwa Muzeum, jeden strażnik, czterech techników i my – troje artystów.

* * *

Po drugiej stronie muru stoi kilku napakowanych panów z ogolonymi głowami i nie wpuszcza widzów do środka, aby zapobiec społecznej szkodliwości tej wywrotowej akcji.

W pewnej chwili prywatną terenówką nadjeżdża dwóch mundurowych, legitymują Żuka. Ktoś zakleił obiektyw kamery przemysłowej w portierni, my ściągamy plaster, za chwilę wraca on na swoje miejsce.

Zbliża się północ, zbierają się widzowie, przedstawiciele dewelopera, którzy od dwóch dni spokojnie obserwowali, jak ustawiamy tu górę sprzętu, stanowczo odmawiają wpuszczenia kogokolwiek na teren fabryki. Twierdzą, że impreza, na przeprowadzenie której mieliśmy zgodę Muzeum Techniki podpisaną 24 kwietnia, jest nielegalna. Nasi operatorzy, którzy mieli filmować performance, włączają kamery i kierują je na zdeterminowanych ochroniarzy.

Niektórzy uczestnicy myślą, że to jakiś happening, po kilkunastu minutach mówią „no dobra, fajne było, ale teraz nas wpuśćcie”.

Ale to nie akcja artystyczna. My nie wiemy, co dzieje się na zewnątrz, ci z zewnątrz nie wiedzą, co dzieje się w środku.Żuk i ja sami łapiemy za kamery, też wskakuję po kostki w wodę przed Zygmuntem, żeby zrobić zbliżenie jego łez.
Robimy godzinny performance bez publiczności. Publiczność solidarnie stoi za murem.
Gdzieś od strony Jana Pawła majaczy za drzewami podświetlony bilbord z napisem KOMEDIA.


This was a performance we were trying to make at the former Norblin factory, when it was mysteriously sold by the city to a private investor and the Museum of Technology and Museum of Old Cars were told they have to move.

Former Norblin factory. On the square before a row of old buses, his feet in the water (looking like Stalker) stands artist - Zygmunt Piotrowski... crying. He is angry with me when I say he's crying, so lets say: tears are running down his face, and his mouth sometimes produces silent sobs.

Behind him on the wall a projection by Żuk Piwkowski - themes from computer game, close-ups of dragons, warriors, lions. The images are reflected in the water, appear on Piotrowski's face and on his tears.

If you go further along the Polonaise avenue, you pass the windows sealed with tape marked "Groundwork”. In one of the smaller halls we have installed television monitors showing different points of the factory, alleys, gate, courtyard with the main view of the Palace of Culture in the background – one one side, and the monstrous JW Construction building on the other.

In the Mechanical hall another projection – the images fall on the walls cut with tubes and electric cables and create colourful spots on the machines - a beautiful collection of still operating milling machines, lathes, mechanical hammers - genuine monuments of human labour. The images blink, here a knight, here some flying monster, here again a bombarded the village hidden beneath the palms.

On the walls between the Government and the Unmet Hopes streets repeatedly reflected in the windows – appear Russian icons depicting St. George fighting against the dragon. A birch stick is hanging from some unused cables with an inscription cut with a knife and gilded NON DRACO SIT MIHI DUX.

Sometimes a rook flies by, a dog growls, behind the wall rolls a tram or an ambulance roars. The whole crew of the old Norblin factory that evening are two persons from the management of the Museum, one guard, four technicians, and we - the three artists.

* * *

On the other side of the wall several muscular guys with shaven heads stop the viewers from entering and  seeing this “subversive” action.

At one point, a private car arrives with two policemen, they ask Żuk questions. Someone sealed the camera lens in the reception, we take the tape off, but it returns in a few moments.

It is almost midnight, the audience gathers, the representatives of the developer, who for two days quietly watched us as we set up the equipment, refuse to let anyone into the factory. They argue that the event, for which we got the permission of the Museum of Technology signed on April 24, is illegal. Our camera operators, who were supposed to film the performance, and are also locked outside the gate, take the cameras out and point them at the determined bodyguards.

Some participants think this is a happening, after several minutes, saying "ok, this was cool, but now let us in”.

But it has nothing to do with art. We do not know what is happening on the outside, the people outside don't know what is going on inside.

Zuk and I grab cameras ourselves, I just into the water in front of Zygmunt to take a close-up of his tears.

We make a one-hour performance with no audience. The audience stands loyally behind the wall.

Somewhere from far away, on the John Paul II street, we can see a huge illuminated billboard behind the trees with the words COMEDY.

 
 
 
 
 
 

1/11/2010

Jarosław Lustych, Homeostaza/ Homeostasis

od 07.2009
część projektu transFORM/ part of transFORM project  



Bardzo chętnie, choć przeważnie nie całkiem świadomie, oddajemy naszą wolność
za złudzenie bezpieczeństwa. Przejaskrawiając różnorodne zagrożenia, obecne czasy ułatwiają przyzwolenie na wszechobecną ingerencję w swobodę życia codziennego. Nadrzędne prawa jednostki są często kwestionowane mrowiem wewnętrznych przepisów.
Celem projektu „Homeostaza” jest zwrócenie uwagi na konieczność zachowania / przywrócenia równowagi, pomiędzy bezpieczeństwem a wolnością jednostki. Warszawskie wybrzeże Wisły z jego kulturowym kontekstem lewobrzeżnej praworządności i praskiej anarchii, jest dla niego najwłaściwszym miejscem.

projekt realizowany we współpracy z Fundacją Atelier

Easily, although usually unconsciously, we give away our freedom in exchange for an illusion of safety. Today the various dangers are played up and thus the omnipresent intervention in the everyday life is easily tolerated. The general human rights are replacedby a number of regulations.
The project aims to stress the necessity of preserving/restoring balance between safety and individual freedom. The Vistula bank in Warsaw, with its cultural context of left-bank law and order and the anarchy of the Praga side, seems to be the most appropriate location.

project realised in co-operation with Atelier Foundation